bankobranie: Moneyback po polsku – analiza
Bądź na bieżąco. Korzystaj z bezpłatnego newslettera

02.02.2014

Moneyback po polsku – analiza

W Polsce opłaty jakie handlowcy ponoszą przy okazji udostępnienia klientom opcji zapłaty kartą nie są małe. Należą do najwyższych w Europie! Wynoszą, a właściwie wynosiły do niedawna około 1,5%. Wskutek działań rządu, NBP i jeszcze kilku instytucji podjęto działania zmierzające do systematycznego jej obniżania. Niektórzy wróżą, że oznacza to koniec moneybacku, ale z tym trudno się zgodzić. Moneyback w Polsce ma się dobrze już od 6 lat.
 

Moneyback oznacza zwrot części pieniędzy, które wcześniej wydałeś płacąc kartą do konta osobistego lub kartą kredytową, a ostatnio coraz częściej również telefonem. W ten sposób bank dzieli się z Tobą częścią zysku. Tym zyskiem jest prowizja (opłata interchange), którą bank zarabia na każdej płatności. Bezpośrednio jej nie odczuwasz, bo praktycznie wszędzie płacisz taką samą cenę bez względu na to czy posłużysz się kartą czy pieniędzmi z portfela..


Być może przypominasz sobie reklamy z Leo Beenhakkerem  i pamiętne „Leo, why?” oraz odpowiedź ówczesnego selekcjonera polskiej reprezentacji: „for money”. To właśnie w taki sposób Bank Zachodni WBK promował swe konto Wydajesz i Zarabiasz, dające wówczas 1% zwrotu od płatności kartą. Z czasem kolejne banki włączyły się do wyścigu: to my damy więcej.


Ile dziś daje moneyback?



Na rynku dostępne są karty ze zwrotem w różnej wysokości – zaczynają się od 0,5%, zazwyczaj znajdują się w przedziale 1-5%, ale są też prawdziwe perełki, które wzbudzają podziw. Najwyższe moneybacki oddają aż 10%! Zasady dotyczące zwrotu są zawsze opisane w regulaminie konta lub danej promocji.

Bank oddaje pieniądze?! Gdzie jest haczyk?


Bankom zależy by klient lojalnie korzystał z jego usług i wykazywał jak największą aktywność – przede wszystkim właśnie w płaceniu kartą. Bo to opłaca się bankowi z kilku powodów:
  1. Płacisz kartą gdzie tylko się da, nie będziesz (przynajmniej nie za często) wypłacał pieniędzy w kasie, a to bankowi pozwoli oszczędzić na angażu kolejnych kasjerów, drogim konwoju gotówki i docelowo w ogóle w utrzymywaniu placówek z obsługą kasową
  2. Rzadziej będziesz korzystał z bankomatów - zwłaszcza tych, które nie są własnością Twojego banku. A, że stało się całkiem powszechną regułą, że karty do kont dają bezpłatny dostęp do wszystkich  bankomatów w kraju, to jeśli korzystasz z bankomatu innej sieci, Twój bank poczuje to wskutek prowizji, z których musi się rozliczyć
  3. Bank pozna Twoje sekrety i sprzeda Ci może coś więcej. Z wyciągu transakcji kartą bank może pozyskać o Tobie (czy ogólnie o grupie klientów o zbliżonym profilu) sporo cennych dla niego informacji. Łatwiej będzie mu „uszyć” inne produkty na Twoją miarę: limit kredytowy w koncie, może kredyt albo jakąś kartę kredytową. 
Jeśli pomimo powyższych argumentów pozostajesz nieugięty przy swej racji „bank i tak nic nie da za darmo” to… masz rację. Solidny (kilkuprocentowy) moneyback przekracza opisaną wyżej prowizję, którą bank zarabia od płatności kartą. Ale kilkuprocentowe zwroty zazwyczaj dotyczą płatności w wybranym sektorze, np. tylko w sklepach spożywczych. Fakt, bank wówczas dopłaca więcej niż zarabia, ale liczy, że nabędziesz nawyk płacenia kartą nie tylko w swoim ulubionym sklepie spożywczym czy hipermarkecie, ale po tę samą kartę sięgniesz też na stacji benzynowej, w kinie czy w sklepie z ciuchami. Tu już bank zwrotu nie da, a swoje zarobi. 


Moneyback... no to jak? Nie, czy Tak?


Odpowiedź jest prosta. Tak. Zazwyczaj za kartę oferującą moneyback nie płacisz albo płacisz niewiele, a możesz uszczknąć sobie trochę grosza, który w inny sposób by do Ciebie nie wrócił. Można się zdecydować na kartę ze zwrotem od płatności w każdym dowolnym miejscu (choć ta opcja jest coraz rzadsza), ale warto zdecydować się na kartę dającą zwroty tam gdzie płacisz najczęściej. 

Źródło grafiki: freedigitalphotos.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz